Kilka subiektywnych uwag o książkach Remigiusza Mroza

Zdaniem Mariusza Czubaja, cenionego przeze mnie pisarza kryminałów, Remigiusz Mróz to gorące nazwisko na mapie młodego kryminału. Całkiem pochlebnie o jego twórczości wypowiedziała się także Anna Mucha, ale co do jej zdania w tej kwestii mam spore wątpliwości:) Jak jest w rzeczywistości? Czy Remigiusz Mróz zasługuje na takie laury? I czy jego prawnicze kryminały w rzeczywistości mają coś wspólnego z polskim porządkiem prawnym? Czytajcie a poznacie moje zdanie na temat tego Autora.

Jeśli chodzi o polskich pisarzy parających się kryminałem, uczciwie mogę powiedzieć, że próbowałam twórczości wielu z nich. Obca nie jest mi także literatura zagraniczna z tego gatunku. Mogę więc nieśmiało powiedzieć, że całkiem nieźle orientuję się w tym gatunku literackim. Kiedy zatem w mediach zrobiło się głośno o Remigiuszu Mrozie, postanowiłam czym prędzej przetestować jego wytwory na sobie. Nie ukrywam, że argumentem przemawiającym za szybszym zapoznaniem się z pisarzem i jego dziełami było jego prawnicze wykształcenie, które miało przemawiać za zgodnością pisanych przez niego powieści z obowiązującym w naszym kraju porządkiem prawnym. Tak przynajmniej mi się wówczas wydawało.

img_4582

Zachęcona pozytywnymi recenzjami oraz głodna prawdziwego, dobrego kryminału osadzonego w polskich realiach, sięgnęłam po Kasację, a po niej od razu po Zaginięcie. Na koniec zaś przeczytałam Rewizję. Po kilku dość nieudanych próbach opisania historii mrożącej krew w żyłach zgodnie z krajowym porządkiem prawnym przez innych pisarzy, z pozytywnym nastawieniem przystąpiłam do czytania pierwszej części sagi o Joannie Chyłce i jej aplikancie Kordianie vel Zordonie.

Od razu podchwyciłam styl pisarski Mroza: pełen barwnych postaci, bardzo ironicznego, jakże mi bliskiego!, poczucia humoru oraz ciekawie prowadzonej fabuły. Nie ulega wątpliwości, że jest to literatura prosta, łatwa i przyjemna. Czyta to się piorunem, pomimo znacznej objętości każdej z pozycji.

Od razu polubiłam kąśliwą, uszczypliwą i ogólnie niezbyt sympatyczną z natury Chyłkę oraz lekko pierdołowatego i momentami niezbyt rozgarniętego aplikanta Kordiana w typie korposzczura. Podobała mi się relacja pomiędzy tą dwójką, która jest jedną z najważniejszych zalet tychże książek. Dzięki barwnym sylwetkom głównych bohaterów oraz całkiem zgrabnie prowadzonej kryminalnej intrydze, powieści czyta się bardzo przyjemnie, kartki aż się palą w dłoniach, a liczby u dołu stron przesuwają się zanim zdążycie się zorientować. Nim na dobre zaprzyjaźniłam się z Aśką i Kordianem, powieść dobiegła końca. Wartka akcja (choć momentami lekko sztucznie przedłużana), ciekawe opisy postaci, uszczypliwe komentarze głównej pary bohaterów to podstawowe walory książek Mroza z tego cyklu.

img_4584

I tutaj bajka się kończy.

Nie byłabym sobą, gdybym nie spojrzała na książkę okiem prawnika. Wszak to głównie z tego powodu zmieniłam plany czytelnicze i zdecydowałam się poświecić swój czas Remigiuszowi Mrozowi. Nie byłabym także sobą, gdybym podczas czytania książek pilnie nie kontrolowała jej zgodności z polskimi realiami prawnymi.

I tu, pomimo wielkich nadziei związanych z wykształceniem autora, nadeszło olbrzymie rozczarowanie.

Stawiając sprawę: jestem czytelnikiem bardzo wymagającym i bardzo nie lubię gdy ktoś próbuje wcisnąć mi kit lub popełnia podstawowe błędy, które można by wybaczyć niedoświadczonemu studentowi prawa na I roku studiów, ale nie osobie z tytułem doktora nauk prawnych.

Nie spoilerując zbytnio fabuły całego cyklu (zapewne część z Was planuje zapoznać się z twórczością tego autora), chciałabym wskazać na te najbardziej spektakularne wpadki, jakie zdarzyły się pisarzowi.

Tytułowa kasacja to  środek inicjujący nadzwyczajne postępowanie w ramach procedury karnej. Jej wniesienie jest w istocie obwarowane znacznymi ograniczeniami natury prawnej. Książka pozostaje zgodna z literą prawa jedynie wtedy gdy…hmm? przytacza treść przepisów prawnych. Jednak gdy przyjrzeć się procedurze kasacyjnej opisanej w powieści, okazuje się że ma ona niewiele wspólnego z prawniczą rzeczywistością.

Po skutecznym wniesieniu kasacji w książce zaczynają dziać się cuda, o których kodeks nie słyszał. Przebieg całego postępowania toczącego się przed Sądem Najwyższym w większości nie przypomina rzeczywistości. Postępowanie kasacyjne nie jest bowiem trzecim rozpoznaniem sprawy niejako od początku i w żadnym wypadku nie można w jego toku kwestionować ustaleń faktycznych poczynionych przez sądy niższej instancji. Sąd Najwyższy to sąd prawa, nie faktu!!, w związku z czym historia przedstawiona w tej książce w takim kształcie nie miała prawa wydarzyć się w rzeczywistości.

Dobrze mieć tego świadomość czytając tę pozycję.

img_4585

Do największego uchybienia w Zaginięciu doszło na dość wczesnym etapie. Jeśli chcecie je wyłapać, skupcie się na pierwszych rozprawach i zwróćcie baczną uwagę na rolę procesową, jaką początkowo w postępowaniu zajmuje Angelika Szlezynger i do jakiej istotnej wolty dochodzi na skutek ujawnienia nowych okoliczności w sprawie. Problem polega na tym, że w czasie powstawania rzeczonej pozycji polski kodeks postępowania karnego nie znał jeszcze instytucji cofnięcia aktu oskarżenia, a jedynie odstąpienie od jego popierania przez oskarżyciela publicznego. Wbrew pozornej zbieżności nazw obu instytucji prawnych pozostają one zgoła odmienne, a przede wszystkim wywołują diametralnie różne skutki procesowe. Nie wchodząc w tym miejscu w szczegóły i nie zdradzając zbyt wielu kluczowych wątków fabuły, trzeba podkreślić, że w ówczesnym stanie prawnym opisana w książce sytuacja procesowa wydarzyć się po prostu nie mogła.

W treści książek znajdziemy więcej mniejszych czy większych potknięć.

Tytułem przykładu :

-aplikant adwokacki (konkretnie- żaden aplikant) nie występuje w todze podczas rozpraw (a Kordian ewidentnie tę togę poprawia!).

– oskarżony nigdy nie zeznaje, a to co mówi w sądzie nazywa się wyjaśnieniami – pomylić zeznania z wyjaśnieniami podczas egzaminu z procedury karnej to pewna 2 ! (jeśli ten egzamin jeszcze przed Wami, zapamiętajcie tę uwagę, może to Was uratować przed kampanią wrześniową).

-nie można zastosować tymczasowego aresztowania wobec osoby, której nie postawiono zarzutów, istotna jest ta kolejność: zarzuty – ich ogłoszenie –  przesłuchanie – wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania – postanowienie sądu w tym przedmiocie. Autor zdaje się dość swobodnie podchodzić do tej kwestii: w powieści wysyła policjantów, by ci dokonali zatrzymania, dzierżąc w dłoni postanowienie o tymczasowym aresztowaniu, które zapadło bez obecności podejrzanego, którego adres jest wszystkim dobrze znany (nie ma takiej możliwości).

-przesłuchanie funkcjonariusza Policji prowadzącego śledztwo na okoliczność tego, która wersja zdarzenia jest bardziej prawdopodobna w świetle materiału dowodowego? –chyba jeden z większych absurdów- to po co w takim razie nam prokurator i sąd, skoro wystarczy zapytać policjant o jego zdanie? Nie wspominając o tym, że polski kodeks postępowania karnego przewiduje wyraźny zakaz łączenia roli świadka i prowadzącego postępowanie w danej sprawie.

-postępowanie przed sądem nie przypomina tego co dzieje się na sali rozpraw- jeśli chcecie takiego teatru polecam Prawo Agaty. Na co dzień jest mniej teatralnie, wierzcie mi. Co więcej cały proces przebiega w sposób dużo bardziej uporządkowany – kolejność przeprowadzania dowodów jest w każdej sprawie praktycznie taka sama. Tymczasem postępowanie w wersji Mroza miota się od Sasa do Lasa – najpierw oskarżeni oświadczają że są niewinni, potem wzywani są świadkowie, których zeznania przetykane są opiniującymi w sprawie biegłymi, później znów mamy świadków, potem dopiero wyjaśnienia składają oskarżeni, generalnie jeden wielki galimatias (btw. przed naszymi sądami nie przesłuchuje się policjanta, który zebrał odcisk palca czy inne ślady – to oczywista kalka z procedury amerykańskiej).

-Sąd Najwyższy rozpoznając kasację, co do zasady nie uniewinnia skazanego. Może to zrobić, ale czyni to niezwykle rzadko, wyłącznie wówczas gdy skazanie jest oczywiście niesłuszne, a więc praktycznie tylko wtedy, gdy okaże się że doszło do skazania za czyn, który nie zawierał w swym opisie kompletu ustawowych znamion przestępstwa. Na pewno nie zrobi tego nabierając wątpliwości co do trafności ustaleń faktycznych, bo tych na tym etapie – jak wspomniałam – już się nie bada. W 99% przypadków jeśli już ujawni jakiś błąd którego dopuściły się sądy niższego szczebla, po prostu uchyla wyrok, a sprawę przekazuje do ponownego rozpoznania!

-przyjęcie kasacji do rozpoznania nie oznacza, że w trakcie postępowania kasacyjnego można podnosić dowolne zarzuty, także te, które nie zostały w niej wskazane czy wręcz takie, których możliwość podniesienia wykluczają przepisy procedury karnej, a tak dzieje się w powieści Mroza. Generalnie kasacja, poza pewnymi wyjątkami, jest rozpoznawana tylko w granicach podniesionych w niej zarzutów, a zatem nie może się zdarzyć taka sytuacja, że w kasacji podnosi się jedno twierdzenie, w zasadzie tylko „dla picu”, a potem przed obliczem sądu wydobywa się niczym królika z kapelusza garść innych okoliczności.

-ponowne rozpoznanie od nowa sprawy przez Sąd Najwyższy? słuchanie świadków czy oskarżonego? – Pierwszy raz widzę. Podejrzewam, że Sąd Najwyższy w całym swym majestacie też nigdy tego nie doświadczył.

-prywatne spotkania adwokatów z prokuratorem w czasie toczącego się postępowania karnego przed sądem celem ustalenia wysokości kary?- takie rzeczy tylko u Mroza, ewentualnie w Prawie Agaty.

-ten sam prokurator prowadzący sprawę w I, II i III instancji? Marzenie twórców nowego regulaminu prokuratorskiego, które jednak – jak to bywa z marzeniami – nigdy się nie ziściło. Dodajmy, że w czasie gdy powstawały Kasacja oraz Zaginięcie nikt nawet jeszcze nie planował takiego rozwiązania.

-jeżeli w sprawie istnieje wątpliwość czy rany zostały zadane pośmiertnie czy za życia ofiary nie ma takiej możliwości by nie dopuścić opinii biegłego na tę okoliczność- to jest wiedza specjalna i żaden sędzia nie zaryzykuje samodzielnych ustaleń w tym zakresie. Co więcej nawet jeśli tak by się zdarzyło, że przewodniczący składu sędziowskiego ma specjalizację z medycyny sądowej, i tak nic to nie zmienia – potrzebny będzie biegły medyk sądowy, który profesjonalnie to oceni.

-nowe fakty i okoliczności, które pojawiają się po prawomocnym wyroku nie są przesłanką do wniesienia skargi kasacyjnej, a mogą uzasadniać co najwyżej wznowienie postępowania.

img_4583

Podsumowując

Gdyby nie moje wykształcenie, pewnie większości z tych nieścisłości, błędów i potknięć pisarza w ogóle bym nie zauważyła.  Prócz tych wskazanych powyżej, wyłapałam ich jeszcze więcej, ale postanowiłam Wam tego oszczędzić. Gdybym ocenę książek o Joannie Chyłce ograniczyła jedynie do kwestii stricte literackich, to z całą pewnością stwierdziłabym, że powieści te naprawdę przyjemnie się czyta. Akcja toczy się wartko i pomimo objętości, książki te pochłania się w mgnieniu oka. Są to z pewnością dobre książki na jesienny wieczór z lampką wina.

Jednak, z uwagi na to, że mam charakter raczej zaczepny, nie mogę na tym poprzestać i pominąć rażących (z perspektywy prawnika) błędów popełnionych przez Autora. Tym bardziej jest to dla mnie niemiłym zaskoczeniem, że jest doktorem nauk prawnych, o czym Czytelnicy są informowani właściwie w każdej recenzji jego książek. Jasne, że nie można od prawnika oczekiwać szczegółowej wiedzy z różnych dziedzin prawa, zwłaszcza jeśli na co dzień się akurat tą dziedziną prawa nie para. Jednakże cechą, którą próbuje się wykształcić u studentów już na etapie studiach, jest umiejętność poszukiwania informacji, w myśl hasła nie kodeks w głowie, a głowa w kodeksie!”. Nie wiem na ile błędy popełnione przy pisaniu książek wynikają z nieznajomości regulacji prawnych, a na ile z braku doświadczenia w tej branży. Jedynie to drugie, w mojej ocenie, mogłoby być usprawiedliwieniem dla pojawiających się pomyłek.

Podsumowując podsumowanie

Książki te polecam jako sposób na miłe spędzenie wolnego czasu, jednak przy czytaniu nie łudźcie się, że taka historia mogłaby wydarzyć się w rzeczywistości. W gruncie rzeczy ukazany w nich obraz procesu karnego, może nieco bardziej profesjonalny i bliższy prawniczym realiom niż Prawo Agaty, o innych serialach nie wspominając, pozostaje mocno naiwny i nierzeczywisty.

I tyle, moich subiektywnych przemyśleń na temat książek Remigiusza Mroza.

A Wy czytaliście coś Remigiusza Mroza? Podobały się Wam jego powieści?

pozdrawiam,

zwyczaj-nie-zwyczajna

 

One thought on “Kilka subiektywnych uwag o książkach Remigiusza Mroza

  • 7 lipca 2017 at 10:27
    Permalink

    Zgadzam się w 100%.
    Książka wciąga, ale prawnikowi cieżko się ją czyta, aż zgrzytałam zębami od ilości błędów w kwestii procedury. Szkoda, bo widać reaserch autora i pracę włożoną w książkę (chociażby znajomość topografii Warszawy) a brak tej pracy przy zaznajamianiu z procedurą sądową, a wystarczyłaby wizyta w sądzie z „kapekiem” i rozmowa z (śmiem twierdzić) dowolnym adwokatem.

    Ale i tak czytam dalej 😉

    Odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *