O czytaniu

Skoro dziś jest Międzynarodowy Dzień Walki z Analfabetyzmem, wypada aby na blogu pojawiło się coś z tej tematyki. I choć nie mam problemu ze składaniem literek, byłoby to zresztą dość trudne w moim zawodzie, a regał na książki sięgający do sufitu w ostatnim czasie udowadnia mi, że nie ma takiej ilości książek, z którą nie dałby sobie rady (mimo wszystko jak patrzę na niego, jestem przekonana, że miejsce na nim jest już policzone, i w trybie pilnym trzeba szukać innego miejsca na kolejne nabytki), to czytelnictwo w Polsce jest raczej w stanie agonii, aniżeli rozkwitu.

A Ty ile przeczytałeś książek?

Mówi się, że z czytelnictwem w Polsce jest źle, nawet bardzo. To prawie tak jak z górnictwem. I na jedno i na drugie nie znaleziono jeszcze skutecznego lekarstwa. Jak dotąd podejmowane są jedynie nieudolne próby reanimacji jednego i drugiego. Nie wiadomo tylko jak zakończy się proces leczenia pacjenta, bo przecież zawsze może być tak, że operacja się udała, a pacjent i tak zmarł.

Leczenie czytelnictwa należy rozpocząć od tej grupy pacjentów, których jest najwięcej:

-Lubi Pan/Pani czytać książki?

-Naturalnie!

-A co ostatnio Pan/Pani przeczytał/a ?

-yyyy…hmmm….Internet…?

Nie znajduję podstaw, by uwzględnić argument z cyklu : lubię czytać, ale nie mam na to czasu. Taki argument jest dla mnie wewnętrznie sprzeczny. Bo jeśli coś lubię robić, to to robię, prawda? Proste jak budowa cepa.

Skoro lubię, to robię, a skoro nie robię, to znaczy, że nie lubię. Kolejny banał.

book-1612396_1920

A zatem jak to zrobić, żeby czytać?

Skoro dotrwałeś do tej części wpisu, to oznacza, że naukę alfabetu masz jako tako opanowaną, więc pominę te podstawy.

Najprościej jest po prostu wziąć książkę do ręki, otworzyć na kolejnej stronie (tuż po wskazaniu autora) i najnormalniej w świecie zacząć składać litery. A potem wyrazy i zdania, i tak do końca.  Wydaje się takie oczywiste, ale co zrobić w sytuacji gdy na głowie masz miliard spraw do załatwienia, do każdej z kończyn przyczepioną inną istotę w połowie noszącą twoje DNA, a z kuchni dobiegają Cię niepokojące odgłosy mleka, które właśnie spontanicznie postanowiło, w sposób mało kulturalny, opuścić garnek i negatywnie zweryfikować czystość Twojej kuchenki?

W takiej sytuacji na pewno będziesz musiał umyć kuchenkę  (podpowiem tylko, że jak posypiesz mleko solą, to jego usunięcie zajmie Ci mniej czasu :).

table-lamp-1513907_1920

To kiedy czytać, żeby móc przeczytać coś innego niż Internet?

  To zależy od wielu czynników, od pracy, trybu życia, stanu rodzinnego, cech osobniczych takich jak np. wrodzone lenistwo.

  1. Jeśli dojeżdżasz do szkoły/ pracy komunikacją miejską, to nie widzę lepszego sposobu na wykorzystanie tego czasu jak czytanie książki. Mnie ta sztuka nie wychodzi, gdyż z zasady nie korzystam z transportu miejskiego, a w celu dostania się do pracy ucinam sobie 30-minutowy spacer.
  2. Jeśli nie możesz wykorzystać wcześniejszego pomysłu- zmień swój cykl dnia i wstawaj wcześniej. Ja osobiście preferuję właśnie tę metodę. Dzięki przestawieniu budzika o 20 minut podczas śniadania mogę zatopić się w ulubionej lekturze. Tylko trzeba mieć się na baczności i kontrolować czas, bo inaczej spóźnienie gotowe!
  3. Dobrym pomysłem jest także trzymanie jakieś książki w pracy. Od razu dementuję: nie zamierzam namawiać Was do zaniedbywania obowiązków pracowniczych, a gdzieżbym śmiała! Ale zastanówcie się, czy nie zdarzają się Wam jakieś przestoje, chwile bezczynności w pracy, podczas których tracicie czas np. na przeglądanie Internetu? A co z przerwą na lunch, być może nie potrzebujecie aż godziny na skonsumowanie posiłku? Jeżeli pracujecie przy komputerach, to pamiętajcie że przysługują Wam przerwy. Wszystko zależy od rodzaju wykonywanej przez Was pracy. A co z wykładem, który jest strasznie nudny, ale trzeba na niego chodzić, bo sprawdzają na nim obecność? Może warto wspomóc się książką, ale wiecie, tak dyskretnie, żeby prowadzący się nie wkurzył 😛
  4. Skoro nie możecie czytać w komunikacji miejskiej, trudno Was dobudzić rano, to jest jeszcze jedna opcja: czytanie przed snem. Również i ten sposób stosuję. Jednak muszę przyznać z dość kiepskimi wynikami. Mój organizm ma bowiem wyjątkową właściwość sprowadzającą się do tego, że zasypiam w momencie gdy moja głowa zbliża się do poduszki. W związku z czym, czytanie w pozycji leżącej raczej nie trwa u mnie zbyt długo 🙂

A Wy czytacie? Co najczęściej? W jakich okolicznościach?

pozdrawiam,

zwyczaj-nie-zwyczajna

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *