Gadżety do owoców cz. 1

Odkąd wprowadziłam regularne detoksy warzywno-owocowe do swojego żywienia, ilość spożywanych przeze mnie owoców i warzyw drastycznie wzrosła, z czego bardzo się cieszę. Zanim zmieniłam swoje nawyki żywieniowe w tym zakresie, wielokrotnie stawałam w obliczu trudnych wyborów, których podjęcie uzależnione było od aktualnego poziomu lenistwa jaki prezentowałam. Ileż to razy ochota na owoce odchodziła szybciej niż zdążyła się pojawić, a wszystko za sprawą upierdliwej kwestii dobrania się do ich wnętrza. By skutecznie walczyć z mym wrodzonym lenistwem, postanowiłam sprawdzić ile jeszcze miejsca jest w mojej szufladzie kuchennej. Okazało się, że wystarczająco dużo by zmieścić parę dodatkowych gadżetów. Oto kilka z nich, dzięki którym konsumowanie owoców stało się czystą, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, przyjemnością 🙂

1. Krajalnica do jabłek
To urządzenie zastępuje mi Tatę. Dosłownie. Bardzo często nachodzi mnie ochota na skonsumowanie jabłka, ale jak pomyślę o ogryzku, z którym będę musiała fatygować się do kuchni, albo dłoniach ubrudzonych ściekającym po nich sokiem, automatycznie odchodzi mi na nie ochota. Rozwiązaniem w chwili jabłkowego lenistwa jest to oto urządzenie. Myjesz owoc, przeciskasz go przez krajalnicę i gotowe. Bez ogonka, bez ogryzka, bez gniazd nasiennych. Zero problemów. Sama przyjemność jedzenia ! 🙂
Jak mówiłam, to urządzenie zastępuje mi Tatę. To Tata jest w moim rodzinnym domu niekwestionowanym mistrzem jeśli chodzi o przygotowywanie jabłek do konsumpcji. Ileż to razy, czy to w trakcie intensywnej nauki do egzaminu na studiach czy podczas choroby, gdy leżałam w łóżku z gorączką, przynosił mi na talerzyku perfekcyjnie obrane jabłka, pokrojone na ćwiartki i pozbawione gniazd nasiennych, gotowe jedynie do spałaszowania. I mimo, że jestem już duża, mieszkam daleko, wciąż kiedy odwiedzam dom rodzinny, Tata proponuje mi obranie jabłka. Tak, jakby czas się zatrzymał . I nadal z wielką ochotą przyjmuję jego ofertę 🙂 To urządzenie bardzo dobrze zastępuje Tatę na co dzień 🙂
Cena : ok. 7 zł

IMG_2628

IMG_2632

IMG_2634

IMG_2635

2. Obierak do cytrusów
Jak sięgam pamięcią nie przepadałam za cytrusami. No chyba że ktoś mi je przygotował (te kompetencje posiadła dla odmiany Mama). Nie lubiłam obierania ich z tej niejednokrotnie twardej skóry, która nieprzyjemnie wpychała się nieproszona pod paznokcie. Owszem, dłonie później pięknie pachniały olejkami eterycznymi znajdującymi się w skórce, jednak bilans zysków i strat przemawiał za omijaniem cytrusów szerokim łukiem. Sytuacja diametralnie zmieniła się gdy poznałam to małe, niepozorne urządzenie z prawie niewidocznym ząbkiem. Od tej pory obieranie cytrusów to czysta przyjemność. Cudeńko w niesamowity sposób wbija się w skórę cytrusów i przecina ją, niczym miecz świetlny z Gwiezdnych Wojen wraz z wykonywanym przez naszą dłoń kulistym ruchem wokół osi owocu. Po zrobieniu dwóch okręgów, wystarczy użyć drugiej końcówki urządzenia, a skóra cytrusa odchodzi bez najmniejszego trudu. Po chwili otrzymujemy idealne 4 ćwiartki skóry, a nam pozostaje obranie ewentualnych błon (choć pamiętajcie, że one zawierają najwięcej błonnika!), a później już tylko konsumpcja ! 🙂
Cena: ok. 4 zł

IMG_2614

IMG_2615

IMG_2616

IMG_2617

IMG_2618

3. Szypułkownica do truskawek
Ten gadżet pojawił się w naszym domu na wyraźną prośbę pana Ka!. Tak, nie przewidziało się Wam. Też byłam zaskoczona jego oświadczeniem, gdyż do tej pory uchodził za wojującego przeciwnika wszelkich sprowadzanych przeze mnie do naszego mieszkania gadżetów kuchennych. Zmiana stanowiska w sprawie gadżetów, jest jednak czysto koniunkturalna i wynika zapewne z hurtowej ilości truskawek spożywanych przez nas w ostatnim czasie. Pan Ka powiedział któregoś dnia basta i odmówił szypułkowania truskawek, z uwagi na wpychające się ich fragmenty pod jego paznokcie, czemu prawdopodobnie towarzyszyło mało komfortowe uczucie bólu. W związku z takim oświadczeniem, zmuszona byłam wziąć na siebie ten mało przyjemny obowiązek. Szybko jednak się z niego wymiksowałam. A wszystko za sprawą tego małego gadżetu- szypułkownicy do truskawek. Od tej pory truskawki nie sprawiają nam żadnych problemów, a ich ilość przez nas konsumowana nadal oscyluje w granicach hurtowych 🙂

Cena ok. 10 zł

IMG_2600

IMG_2607

IMG_2609

4. Nóż do ananasa
To kolejny z tych „trudnych” w obsłudze owoców. Po jego obieraniu deska, jej najbliższe okolice, właściwie to pół kuchni i cała bluzka wyglądają jakby wyszły spod prysznica. Niestety słodkiego i lepkiego prysznica. Sok ananasa jest wszędzie i to wycinanie tej środkowej, zdrewniałej części, którego nigdy nie potrafiliśmy wykonać prawidłowo. Zawsze albo wykrawaliśmy za mało, albo marnowaliśmy mnóstwo miąższu. Od pewnego momentu nastały świetlane czasy dla ananasów w naszym domu. Praca nad nim ogranicza się aktualnie do odcięcia góry (co na szczęście nie przekracza naszych możliwości), całą resztę robi za nas ten zmyślny przyrząd. Umieszcza się go dokładnie w środku owocu, tak by w jego centralnej części znalazła się zdrewniała wewnętrzna łodyga ananasa, a potem już tylko trzeba kręcić, aż dokręci się do jego końca, uzyskując spiralny miąższ, który owija się wokół przyrządu. Takiego krojenia ananasa nie powstydziłabyś się sama Perfekcyjna Pani Domu !

Cena ok. 12 zł

IMG_2636

IMG_2638

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *