Zielony jest passe

Od pewnego czasu usilnie poszukuję zielonych szpilek.I na usiłowaniu, niestety nieudolnym, się kończy.

Szukam..

Nie miętowych, nie limonkowych ani też turkusowo-niewiadomo-jakich. Zwykłych zielonych, skórzanych, może na nieco wyższym obcasie, ale też bez przesady. W końcu nie mam aż takiej wiary w moją umiejętność utrzymania się na szpilkach by ryzykować skręcenie karku, a co najmniej kostki. 10 cm to max moich możliwości.

Szukam i znaleźć nie mogę. A wszystko to dlatego, że projektanci na ten sezon doszli do jedynie słusznego wniosku: zielony jest passe. Zielony w tym sezonie może sobie odpocząć, wyjechać na zasłużony urlop, zniknąć, zakopać się, utopić albo spalić się ze wstydu, decyzja należy do niego.

Słowem : won. I nie wracaj co najmniej przez rok, później się zobaczy co z tobą dalej.

Po miesięcznych przeszukiwaniach Internetu wzdłuż i wszerz, znalazłam jedynie 2 egzemplarze butów, które jako tako nadawałyby się do mojej koncepcji ubioru i okazji na którą jest on przewidziany. Dwie pary na tryliardy butów które przeglądałam. Niezła skuteczność.

Na szczęście większość internetowych sklepów, ku mej radości, umożliwia ustawienie koloru jako kryterium wyszukiwania. W konsekwencji, zamiast przekopywać się przez tonę szpilek w każdym odcieniu różu, beżu, nude oraz błękitu, do obejrzenia pozostawała mi jedna, w porywach dwie pary, z których do kupienia nie nadawała się zazwyczaj żadna z nich.

Zresztą nawet te dwie nadają się tylko wtedy gdy zamknę jedno oko, a drugie pozostawię pół przymknięte. Dopiero wtedy uznaję,  że nawet mogłabym je założyć.

Projektanci, projektanci…

Próbując zgłębić moje niepowodzenia w poszukiwaniu butów, postanowiłam wgryźć się w temat trendów kolorystycznych. Jaki był mój szok, gdy dowiedziałam się, że rzekomo w tamtym roku rządziła Marsala (co to kurna jest Marsala?). Z kolei ten rok jest podobno swoistą rewolucją, bo u władzy jest nie jeden, a dwa kolory (oczywiście żadnemu z nich nie po drodze z zielonym). Obecnie na topie jest podobno Rose Quartz  oraz Serenity (co to za kolory?!). A, to te, których pełno we wszystkich  sklepach odzieżowych i obuwniczych. Uff, posiadając tą wiedzę, czuję że moje życie od razu stało się bogatsze.

Nie,  ja wcale nie odstaję od normy.

Jedno-nomia

Kto w ogóle wymyślił ten konkurs piękności wśród kolorów?

Kto tworzy ten cały Pantone Color Institute i do kogo mam się zwrócić z pretensjami o brak możliwości zakupu zielonych szpilek? Być może mój ujawniony właśnie skrajny brak wiedzy w tej dziedzinie oburzy niejedną blogerkę modową (w tym miejscu biję się w piersi i nie obiecuję poprawy), ale na Boga czy ja proszę o tak dużo chcąc kupić sobie zielone szpilki i to w sezonie wiosennym a nawet już letnim?!

I być może cały ten wpis zostałby jedynie marudzeniem jednej zdesperowanej kobiety usilnie chcącej kupić zielone buty, ale to oczywiście byłoby za proste, a co najmniej nie w moim stylu.

Bo konkluzje tej sytuacji są daleko idące, zdecydowanie dalej aniżeli brak obuwia na mój własny ślub.

Czy naprawdę tak zależy nam na jednolitości, monotonii i spłyceniu wszystkiego do jedynie słusznych trendów? Czy naprawdę współczesny człowiek jara się tym, że przechodząc ulicą ma wrażenie jakby mijał armię swoich własnych klonów? Czy wszystkie musimy nosić szpilki w jedynie słusznym odcieniu różu (tego ze wschodu słońca, broń Boże nie z zachodu, bo ten nie wpisuje się w aktualny trend), do tego odpowiadające trendom spodnie i jeszcze marynarka,  oczywiście stylistycznie dopasowana? Czy tak musi wyglądać współczesny świat, bo jeśli tak to najwyraźniej ja do niego nie pasuję (stwierdziłam to już lata świetlne temu, jednak każdy kolejny rok życia umacnia mnie w tej konkluzji)? Czy największym powodem do dumy jest stwierdzenie, że połowa mijanych przeze mnie kobiet kupuje w tym samym co ja sklepie?

*Jeśli na którekolwiek z powyższych pytań udzieliłaś pozytywnej odpowiedzi, to oznacza, że nie zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami. Sorry, taki mamy klimat.

Chyba czas powiedzieć (i to nie pierwszy już w życiu raz): ja wysiadam. Z pewnością wysiadam przy wybieraniu butów. Właściwie, po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że zawsze mogę iść w trampkach, o ile oczywiście znajdę je w zielonym, niemodnym aktualnie kolorze. W sumie księdzu to chyba nie powinno przeszkadzać. Tak myślę.

pozdrawiam,

zwyczaj-nie-zwyczajna

 

 

Komentarze dla: “Zielony jest passe

    • 25 maja 2016 at 16:15
      Permalink

      Jakiś czas temu myślałam o tym, ale problem z tego typu usługami jest taki, że są to produkty tworzone na zamówienie, zatem najczęściej nie ma możliwości ich zwrotu w razie niespełnienia przez nich moich oczekiwań 🙂

      Odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *